Jaka szkoda, że luty się już skończył! – nie powiedziano nigdy, nigdzie. No chyba, że w innej szerokości geograficznej. Osobiście hejtuję instytucję lutego i nie znajduję w nim niczego, za co można by polubić. Że Walentynki? Phi, choćbym miała przeżyć walentynkowe uniesienie romantyczne wszechczasów, nie zdjęłoby ono z drugiego miesiąca roku odium bylejakości i bezplanu. Do niczego innego nie nadaje się (ten luty) niż to, by go przespać i przeczekać, jadąc na rezerwach energii, co

[...] Czytaj dalej na blogu Autora