Pierwsza szkolna infekcja zaskoczyła nas w tym roku niczym zima drogowców. Jeszcze nie zdążyłam pochować letnich sukienek do pawlacza, a już młodsze dziecko z gilem w domu garowało. Muszę przyznać, że nie byłam na to gotowa, na początku września nie byłam jeszcze zaopatrzona w żadne przeziębieniowe wspomagacze, jeszcze nie weszłam w tryb magazynowania malinowych herbatek, tworzenia zapasów imbiru, oleju z czarnuszki i wszystkich tych naturalnych wzmacniaczy organizmu, które zwykłam jesienią aplikować całej rodzinie. Choć

[...] Czytaj dalej na blogu Autora