Pozostawiłem truposza i ruszyłem dalej, jego towarzysz czekał zapewne na zaśnieżonym i oblodzonym dachu. Nie uśmiechała mi się wizja potyczki na bliską odległość, cały czas w głowie wybierałem między nożem a pistoletem. Rękę przeniosłem na kolbę ulubionego Walthera, osiem naboi to lepsze rozwiązanie od pojedynczego ostrza.
     Wiatr, jak na złość ucichnął, przynosząc nienormalną ciszę. Pchnąłem metalowe drzwi, mając nadzieję, że nie wydadzą z siebie żadnego dźwięku. Niestety przeciągły, skrzekliwy dźwięk rozdarł okolicę,

[...] Czytaj dalej na blogu Autora