W skałach spotkałem swojego podopiecznego.

Współpracuję z nim od dłuższego czasu, wkłada w treningi kawał roboty, nie obija się. Wspina się na tyle często, na ile może. Ma sporo skalnych metrów w łapach. Jednak z jakiegoś powodu nie wychodzi to w trudnościach pokonanych dróg. Na początku myślałem, że to klasyczny przykład osoby, która w późniejszym okresie treningów wybucha nagle mocnymi przejściami, gdy już w głowie zaklika, że nadszedł czas, zacznie w siebie wierzyć. Jednak w

[...] Czytaj dalej na blogu Autora