Mówi się do trzech razy sztuka, zatem kierując się tą zasadą sięgnąłem po raz trzeci po serię „Fibi i Jednorożec”. Niestety nie rozumiem jej fenomenu, bo dla mnie to, może oprócz pierwszego tomu, taka słaba, amerykańska kalka frankońskich komiksów tego typu. Obie bohaterki przeraźliwie mnie irytują, rodzice Fibi są przedstawieni straszliwie płasko, a całość błyskawicznie robi się powtarzalna.

I tak, wiem – nie jestem docelowym odbiorcą, bo to komiks kierowany raczej do dziewczynek w wieku 7-12

[...] Czytaj dalej na blogu Autora