No­si­my uży­wa­ne sło­wa, wznio­słość i roz­pacz…

zje­dzo­ne przez cu­dze usta,
cho­dzi­my po za­pad­niach cu­dze­go prze­ra­że­nia,
w en­cy­klo­pe­dii od­kry­wa­my sta­rość,
wie­czo­rem uda­je­my, że wy­bu­chła woj­na,
roz­ma­wia­my z Ba­czyń­skim,
pa­ku­je­my się w po­śpie­chu,
przy­po­mi­na­my so­bie daw­nych po­etów,
wy­cho­dzi­my na dwo­rzec, po­tę­pia­my fa­szyzm,
po czym trium­fial­nie,
w prze­dzia­le pierw­szej kla­sy,
w pierw­szej oso­bie licz­by mno­giej,
da­je­my wy­raz na­szej prze­ni­kli­wo­ści,
tak jak­by­śmy nie zo­sta­li ob­da­rze­ni
ab­so­lut­nym słu­chem mil­cze­nia.

Adam Zagajewski, W pierwszej osobie liczby mnogiej

[...] Czytaj dalej na blogu Autora